- 2 komentarze

Guča (SRB)


































Dragacevski sabor trubaca. Gucza (Guca, Guča). Festiwal trębaczy w Guczy to był właściwie główny powód mojego wyjazdu do Serbii. Czekałem na ten moment dwa lata. Udało się.
Dlaczego lubię tę muzykę? Proste umpa, umpa, melodia z wiejskiej zabawy. Proste? Właśnie nie. Ta muzyka jest trudna, skomplikowana, zakręcona bałkańskim rytmem, czuć w niej melodie, które już u nas odeszły na śmietnik muzycznej historii. Trąbki zostały zastąpione przez elektroniczne klawisze. Podobnie stało się z bębnami. Muzycy przestraszyli się śliny, którą trzeba wdmuchać w ustniki, uciekli przed potem, który pojawia się na czole, gdy trzeba dmuchać w instrument. A ja tęsknię za tym minionym światem. Za tym archetypem minionej kultury. I tyle.
W Guczy spędziłem jeden dzień, od rana do wieczora. Spałem 50km przed Guczą pod Kraljevem. Dlatego nie miałem problemu ani z noclegiem, ani z tłokiem na drodze prowadzącej od strony Belgradu. Jedynie na roagatkach musiałem zapłacić 500 dianrów za bilet wstępu i 500 dinarów za prawo wjazdu samochodem, który zresztą porzuciłem w pobliżu stadionu, bo w miasto ruszyłem na piechotę.
Upał był straszny. Co chwilkę kupowałem sobie wodę.
Zjadłem baraninę.
Kupilem świetne gliniane garnki do pieczenia w żywym ogniu.
No i słuchałem muzyki, głównie przed domem kultury. Przez Guczę przewala się całe mnóstwo cygańskich kapel, przy każdej knajpce gra jakaś grupa. Na straganach też leci muzyka trębaczy. Wszystko to nakłada się na siebie i wychodzi kociokwik. Ale o to chyba chodzi?

2 komentarze:

Michał Szaniewski pisze...

Fajne zdjęcia, zapraszam na stronę www.guca.pl

Travelling Milady pisze...

Guca to moje wciąż niespełnione marzenie. Póki co muszą mi wystarczyć filmy Kusturicy:)