- 1 komentarz

Plaża między Ksamil a Sarandą (ALB)


Połowa sierpnia. Plaże w Ksamilu odpychają parnym oddechem milionów Albańczyków. Łomot z barów dudni niskimi tonami. Nie wiem o czym śpiewają gwiazdy albanodisco. Mam wrażenie, że słowa tego prajęzyka każą mi wypierdalać. Rozkaz wykonuję bez wahania.


Dobrze że przed wyjazdem poszperałem po forach. Na cro.pl znalazłem opis plaż pomiędzy Ksamil i Sarandą. Odległość między miejscowościami wynosi 10km. W bok odchodzą szutrowe i kamieniste drogi. Niektórymi da się przejechać zwykłą osobówką. Albańczycy przejadą wszystkimi drogami, ale ja wolałem się naszym fordem nie zapuszczać w zbyt wyboiste. 


Na samym końcu (albo początku - zależy jak patrzeć) Ksamil, przy drewnianej budce informacji turystycznej, skręciliśmy właśnie w szutrówkę i trzymając się prawej strony po kilometrze dojechaliśmy nad malutką plażę.


Nie udało się uciec od komercji. Przy zejściu na plażę ktoś postawił mały bar, a na dole ktoś inny pobierał opłatę za leżaki (kawałek dalej można było się rozwalić bez żadnej kasy).


Ale i tak na tej plaży nie było tłoczno. Może mało kto o niej wie. Znaków oczywiście nie ma do niej żadnych. Droga w pewnym momencie robi się wyboista i szeroka na jeden samochód. Jak dodać do tego szutrową serpentynę nad skarpą do morza, to można zrozumieć, dlaczego nie ma na tej plaży wielu chętnych do kąpieli. Po sezonie tutaj musi być kompletnie pusto.


Plaża jest kamienista. Kamyki są co prawda zaokrąglone, ale i tak najwygodniej jest chodzić po niej i w wodzie w obuwiu kąpielowym.
Podobało się nam w tym miejscu. Głownie za sprawą skałki z pierwszego zdjęcia. Aby na nią wejść, trzeba było podpłynąć od tyłu i wdrapać się po oglonionych i ostrych kamieniach. Znowu przydały się nam buty do kąpieli, chociaż miejscowe chłopaki włażą na skałę bez żadnych zabezpieczeń. Twardziele. Dalej zajdą niż my, mięczaki :(
Do wody wpada się z czterech metrów. A może tylko trzech? Nigdy nie skakałem z taaaaakiej wysokości, więc może przesadzam? Gdy pierwszy raz stanąłem na skraju przepaści, poczułem w kąpielówkach wypełnienie. To był strach. Nie lubię aquaparków i ostrych ślizgawek. Zszedłem trochę niżej i odważyłem się skoczyć. Następne skoki były już z normalnej wysokości.

1 komentarze:

Travelling Milady pisze...

Ja zawsze podziwiam takie skoki, ale sama nie mam odwagi, więc gratuluję. A opłaty za leżaki to bym się w takich miejscach nie spodziewała, więc dobrze wiedzieć.Ja teraz żyję marzeniami o Czarnogórze:)