- 4 komentarze

Czarno-biały oddech Lizbony (P)
















Lizbona umiera.
Mury się sypią. Wyremontowane od niechcenia partery oszukują tylko wzrok, bo wystarczy go tylko lekko podnieść, by zauważyć nieubłagane prawa entropii. Atomy uwielbiają najwygodniejsze dla siebie poziomy energetyczne. Miliard miliardów atomów składa się na przeciętną lizbońską cegłę. W demokratycznym głosowaniu cegły uznały, że ich najwygodniejszym stanem będzie zwietrzałość, wyblakłość, kruchość. Ich jedynym marzeniem – przeistoczenie się w pył opadający na lizbońskie ulice.
Starym ludziom coraz trudniej wspinać się krętymi uliczkami. Dzwony w Sao Miguel wzywają na mszę, ale coraz mniej wiernych potrafi na czas przekroczyć portal świątyni. Po drodze trzeba kilkanaście razy przystanąć. Czasami by uspokoić oddech, czasami by pogadać z sąsiadką o pogodzie i bezrobotnych wnukach.
Kiedyś między domami dumnie łopotały wyprane ciuchy. I wiszą dalej, ale jakoś ich mniej. Rozmiary mają bardziej rozciągnięte, a kolor upodobnił się do nieodległych cegieł.
Sklepiki przypominają polskie z początków zmian ustrojowych. Małe, brzydkie, ciasne. Skromny wybór, ale z każdej kategorii. Od zielonego wina, poprzez zapałki po szare mydło. Chińska tandeta jest na topie.
Wieczorami robi się tłoczniej. Ze wszystkich stron turyści walą do rozsianych co kawałek restauracyjek. Fado! Będzie smętnie. Pieśni pełne żalu przyciągają więcej Anglików i Polaków niż mieszkańców Lizbony. Ale tych ostatnich też nie brakuje. Głowy pochylają nad talerzami z dorszami. Przepłukują kawałki mięsa winem tak smacznym, że nie powstydziłby się go sommelier pracujący na zlecenie Biedronki. „Liżboła” - unoszą głowy znad talerza i śpiewają refren co żwawszych piosenek fado. Potem ich aktywność gwałtownie spada, znowu pochylają głowy, znowu wpatrują się w „bacalhau” i ciągle czekają za kolejnym refrenem.
Lizbona umiera.
Jest coś pięknego w tym umieraniu. Raj dla melancholika. Dowód dla filozofa, że sensem życia jest przemijanie.
Całe szczęście, że nie cała Lizbona umiera. Piętno rozkładu widać głównie w Alfamie, najstarszej dzielnicy, która przetrwała jako tako wielkie trzęsienie ziemi w XVIII wieku. Reszta Lizbony jest młoda. Ma czarny kolor skóry i przyjechała do metropolii z Angoli. Nie słucha fado. Nosi zdredziałe włosy i buja się w knajpkach w rytm regałowych kawałków.


4 komentarze:

Kasia pisze...

Ale mozesz ja poprosic, zeby nie umarla zanim jej nie odwiedze? Thx.

Travelling Milady pisze...

To zdanie mnie niesamowicie urzekło: "Jest coś pięknego w tym umieraniu. Raj dla melancholika. Dowód dla filozofa, że sensem życia jest przemijanie." Idealne na motto na życie, w kolorze, jaki przywdziała w ostatnich dniach moja dusza.
Cieszę się, że mogłam Cię jeszcze czymkolwiek zainspirować.
Ja ostatnio zapragnęłam do Lizbony, tym bardziej Twój wpis okazał się być mi bliski. Pozdrawiam serdecznie i nota bene uwielbiam Twoje zdjęcia.

Justa pisze...

Heh, tez bylam w Lizbonie
moje wrazenie to nawet nue umieranie tego miasta, ale nieudolne odnawianie.
Komunistyczne budowle psuja krajobraz, niesamowity kontrast odnowionych budowli z tymi rozwalajacymi sie i niech sie rozwala i zostawia stara lizbone ;)

mnie nie zachwycilo, moze nie jestem osobom melancholinjna ;)

Piotr atAustin pisze...

podziwiam bardzo nastrojowe zdjęcia ..mają rzeczywiście dużą doze melancholi ...
ale jak to często bywa każdy z nas podróżników widzi miejsca poprzez nasze spojrzenie...
dla mnie Lizbona wcale nie umiera .. tyle całujących się par nad Tagiem przy Praca do Comercio .. niesamowite światło znad Tagu dające blask Alfamie i Barrio Alto .. Baixa z jej malutkimi restaurcjami w bocznych uliczkach gdzie można za niewiele euro zjeść wspaniałe sardynki z grilla i popijać vinho verde ... i wszędzie azulejos na ścianach kamienic ..
.. ale właśnie to światło magiczne znad Tagu sprawiło, że w moim sercu Lizbona wyprzedziła Barcelonę jako najpiękniejsze miasto Europy :^)

oczywiście przybyłem tam pod wrażeniem magicznej książki moze stąd moje odczucia :^)

http://peregrino-pl.blogspot.com/2013/03/o-interior-do-exterior-do-interior.html

..a ciekawe co ta pani z iPadem pomyślała o Lizbonie ? :^))

serdeczne pozdrawiam i będę tu zaglądał bo bardzo interesujący blog i inspirujące zdjęcia