- 5 komentarzy

Pod zamkiem w Platamonas (GR)


Trochę to było wariackie. Z Polski wyjechaliśmy późnym popołudniem. W Grecji pod Olimpem byliśmy po przeszło dobie jazdy. Najgorzej było przejechać 600km przez nasz kraj. Rano na Węgrzech za kółkiem zmieniła mnie żona. Państwo bratanków smacznie przespałem. Na granicy węgiersko-serbskiej szybka odprawa. Po 200km był już Belgrad i nowa obwodnica, która urywa się jednak kilka kilometrów przed autostradą prowadzącą na południe. Ale i tak to lepsze niż pchać jak kiedyś przez centrum.

Zatrzymaliśmy się w Skotina Paralis, wioseczce na Riwierze Olimpijskiej. W 1996 roku byłem tu z Zuzią i Magdą na autokarowej wycieczce. Wtedy miejscowość i morze nasz oczarowało. Wszystko pachniało nowością i było egzotyczne. Kwatera na wypasie, góry piękne, Grecja odległa i ciągle nieznana. Mijało wtedy ledwo sześć lat od upadku komuny. 

Wspomnienia skonfrontowałem z bieżącą rzeczywistością. Czar wspomnień prysł. Okazało się, że wtedy wylądowaliśmy na zadupiu. Kwatery badziewne, brudne, plastikowe. Przyroda przyschnięta, pył w powietrzu i pełno ludzi. Jedynie morze było ciągle cudownie niebieskie.

No i ten widok na zamek w Platamonas!!! Ruiny na wzgórzu stromo wpadającym do morza robią wrażenie. Zamek w XI wieku zbudowali krzyżowcy, potem przejęli go Wenecjanie. Dopiero w 1556 roku opanowali go Turcy. We wspomnieniach ruiny wydawały mi się kilka razy większe. Po 16 latach, gdy znowu pojawiłem się na plaży, znowu musiałem je zweryfikować. Twierdza okazała się taaaaka malutka! :(

5 komentarze:

T pisze...

Jestem ciekaw jak to jest podróżować samochodem na takich trasach. Nigdy tak daleko nie jeździłem (autem). Mimo to, nie dziwi mnie w ogóle, że jednym z gorszych odcinków trasy była właśnie Polska.

Pozdrawiam

Argymir Iwicki pisze...

Samochód daje wygodę, bo prawie wszędzie się dojedzie. Zapakować można dużo. Minusem jest koszt paliwa. No ale to i tak taniej niż lecieć samolotem i niewiele dłużej od niego. Od mojego domy do granicy z Rumunią dojeżdżam o 6.00 rano, podczas gdy wyjazd mam około 15.00 (1200km). Trzeba tylko się wyspać noc wcześniej. No i zrobić małą kimkę w środku nocy, gdy organizm już nie chce prowadzić.

Shibi Shibuya pisze...

Tak to już jest ze wspomnieniami, że czasami wprowadzają nas w błąd :)
Z tą "wielkością" to wiem,co masz na myśli. Niedawno wróciłam w rejony, gdzie się wychowywałam. Wtedy wydawały mi się takie olbrzymie,a mój dom równie duży. Teraz wszystko było takie małe ... :)

Argymir Iwicki pisze...

Zawsze myślałem, że sprawa tego wyolbrzymiania dotyczy wspomnień z dzieciństwa. A kiedy byłem pierwszy raz w Grecji, byłem już dorosłym facetem po studiach.

Anonimowy pisze...

Jesteśmy na tej plaży co roku.A to autem a to autobusem.Mimo ,że dziura mamy tam swoje miejsce które bardzo lubimy.Pozdrowionka