26 luty 2012

Hajdúszoboszló wcześnie rano (HU)






Słabo znam węgierski, ale nazwę tej miejscowości trzeba wymawiać nie widząc "sz" tylko "s". Wychodzi więc  "hojdusoboslo".
Hajduszoboszlo to wielka smażalnia opalających się Polaków i Węgrów. Kurort słynie z kąpielisk termalnych, zdrowotnych wód i parku wodnego. Idealne miejsce na hm, wypoczynek, z dzieciakami, które na widok basenów i rur dostają białej gorączki, którą schłodzić może jedynie zamoczenie.
Za dnia przez to 20-tysięczne miasto przewala się tłum zajadający langosze, popcorn i palacinki. Rano jest spokój. Kilku miejscowych śmiga na rowerach. Śmieciary próbują ogarnąć nieubłagane prawa entropii. Jest ciepło, ale nie za gorąco. Z Andrzejem ruszamy na plener. Cisza nawet pachnie węgierską niziną. Jest świetnie. Wkurzają bliki w super-obiektywie. Dlaczego jest ich tak dużo? Nikkor 14-24 uwielbia dodawać jakieś ufoki do zdjęcia.
Wracamy głodni.

Strona kurortu Hajdúszoboszló.

21 luty 2012

Fazekas znaczy garncarz (HU)


Dziesięć kilometrów na zachód od Hajduszoboszlo leży duża wieś Nadudvar. To lokalne centrum garncarstwa. Miejscowi garncarze opanowali ciekawą technikę wypalania gliny poprzez zabarwianie jej czarnym pigmentem, przez co ich wyroby są ciemne jak smoła. Na krótko brzmiącej ulicy Fõ swój dom, pod numerem 159, ma Lajos Fazekas. To ostatnie słowo znaczy po węgiersku dokładnie garncarz. Można u niego zobaczyć proces wyrabiania glinianych naczyń, ich wypalania, można obejrzeć muzeum składające się z rodzinnych pamiątek. Zawód ten w rodzinie trwa już od 300 lat. No i w sklepiku można sobie kupić jakąś autentyczną, niechińską pamiątkę.







Link do strony garncarza (LINK).

11 luty 2012

Konstantynopol i Stambuł - pożegnanie (TR)


Dzisiaj jest mniej więcej półtora roku od tygodniowego pobytu w Stambule. Mam więc dystans. Stwierdzam, że Konstantynopol jest najpiękniejszą naszą miejską przygodą. Może to było zwykłe zwiedzanie. Może to magia nazwy. Ale czuję, że teraz po Stambule nic nie będzie już tak soczyste i oczywiste. Pół roku temu kilka dni siedzieliśmy w Tbilisi. Było świetnie. Ale stolica Gruzji była tylko lichą wiochą w porównaniu do stolicy Imperium Osmańskiego. Będę się bał teraz jeździć do innych miast, bo wiem, że Stambułu nic nie pobije, nic mnie zaskoczy, a jeżeli już zobaczyło się wszystko co najważniejsze, to ... pora umierać?

07 styczeń 2012

Konstantynopol i Stambuł - Adalar, Wyspy Książęce (TR)

Widok z wyspy Büyükada poprzez morze Marmara na anatolijską część Stambułu.

Po Büyükadzie nie jeżdżą samochody tylko dorożki.

Takich domków sprzed 100 lat jest tu pełno.

Kotek był niegrzeczny.

Ta dziewczynka przyjechała na wsypę na wycieczkę.

Widok na drugą największą wyspę - Heybeliadę.

Promy na wyspy Książęce odpływają z przystani Kabatas. Po dwóch godzinach dopływa się do ostatniej wyspy archipelagu. Po drodze podziwia się widok na Konstantynopol. Zdjęcia Hagii Sophii i Błękitnego Meczetu można zrobić z zupełnie innej perspektywy.
Turcy nazywają je Adalar, Grecy mówili na nie Książęce (LINK do Wikipedii). Sześć wysepek leży stosunkowo blisko Stambułu, ale odległość kiedyś musiała być na tyle znacząca, że starczała na wyganianie tu niepoprawnych polityków i krnąbrnych żon. Przed I Wojną Światową działki na wyspach należały do majętnej społeczności greckiej i ormiańskiej. Kupcy budowali tu wille i przyjeżdżali do nich, gdy letni żar nie pozwalał oddychać w gwarnym Stambule. Wojna to zniszczyła. A może zniszczyli to Turcy, którzy uwierzyli dyktatorowi Ataturkowi. Społeczeństwo wieloetniczne nie było modne w międzywojennym świecie. Grecy wyjechali do Grecji, Ormian wyrżnięto, wyspy opustoszały.
Dzisiaj także jest tu cicho, mniej rojno, na ulicach czuć przyjemny i swojski zapach końskich bobków potęgowany stukotem kopyt i toczących się dorożek. Wiaterek od morza daje ulgę. Nawet w październiku, w miesiącu w którym byliśmy w Stambule, można było odczuć mikroklimat wysp. Stare wille i bujna roślinność dookoła przenoszą cię do Tajemniczego Ogrodu. Nagle lądujesz pośród drzew, których nikt od dawna nie przycinał i chodzisz po trawie, której od wieku nikt nie strzygł, no może jedynie słońce hamowało niepotrzebny wzrost roślin.

03 grudzień 2011

Konstantynopol i Stambuł (TR) - fajka wodna






Nie palę papierosów. Już więcej razy zdarzyło mi się zapalić fajkę wodną. Pierwszy raz w Tunezji. Najdłużej w Sylwestra kilka lat temu. W Stambule nawet nam się nie chciało siadać w knajpce. Ale jej widok, ponure wnętrze, zadymione i gęste powietrze - to było warte do zanurzenia się w bok od Divanyolu.

20 listopad 2011

Konstantynopol i Stambuł - (TR) - granat






Granaty dojrzewają jesienią. To typowy owoc sezonowy, który trzeba konsumować w okresie dojrzewania, bo wtedy ziarenka są soczyste i smaczne. W Stambule co kawałek na ulicach kupić można wyciskany przy tobie sok z granatu. Cena, w zależności od miejsca i wielkości kubeczka, wahała się między 3 a 7 lir. Ochlałem się tym sokiem jak piwskiem. Jedzenie granatu w formie stałej, jest upierdliwe. Trzeba dłubać ziarenka, sok z nich tryska na boki, a zęby mają robotę w zgniataniu twardych cząsteczek. Soczek jest szybciej przyswajalny. Uwielbiam tę cierpkość oblaną słodkim w końcu smakiem!



29 październik 2011

Konstantynopol i Stambuł - Orient Express (TR)


W 1883 roku ruszył pierwszy Orient Express. Zaczynał trasę w Paryżu. Szlak liczył prawie 3000 km. W pierwszych latach konieczne były przesiadki do gorszych wagonów.


W 1889 roku można było pokonać całą trasę bez przesiadek, jednym składem. Orient Express ruszał z Paryża do Budapesztu, przez Belgrad, Bukareszt i Konstancję do Stambułu.


Podróż trwała 67 godzin, a maksymalna prędkość składu wynosiła 80 km/h.


Orient Express jeździ do dzisiaj. Pod inną nazwą, na innych trasach. Jest pierońsko drogi. Za trasę wiodącą przez Polskę trzeba było sypnąć 6000 ełrasów.




Sirkeci Garı - główny dworzec kolejowy w Stambule. Jest stacją końcową wszystkich pociągów jadących z Europy. Był też stacją końcową Orient Expressu. Najbardziej zadziwiło mnie natężenie ruchu na tym dworcu. Na zewnątrz, na sąsiednich ulicach przewala się mrowie ludzi. Na dworcu panuje spokój. Nawet przyjeżdżające pociągi nie wypluwają milionów jednostek. Wszystko jest senne, jakby żyło tylko wspomnieniem minionej świetności. Bogacze przyjeżdżają teraz do Stambułu samolotami. Pociągi w większości zbierają tylko ludność z europejskiej części Turcji. 
A przecież sto lat temu magia wschodu pchała bogatych Europejczyków do dzikiego Imperium. Konstantynopol chłonął europejskość od swych gości, elity tego miasta westernizowały się. Galata stał się dzielnicą europejskiej stolicy. Agent Ataturk nie musiał wykonywać mozolnej pracy, aby przewrócić umysły Osmanów.