Słabo znam węgierski, ale nazwę tej miejscowości trzeba wymawiać nie widząc "sz" tylko "s". Wychodzi więc "hojdusoboslo".
Hajduszoboszlo to wielka smażalnia opalających się Polaków i Węgrów. Kurort słynie z kąpielisk termalnych, zdrowotnych wód i parku wodnego. Idealne miejsce na hm, wypoczynek, z dzieciakami, które na widok basenów i rur dostają białej gorączki, którą schłodzić może jedynie zamoczenie.
Za dnia przez to 20-tysięczne miasto przewala się tłum zajadający langosze, popcorn i palacinki. Rano jest spokój. Kilku miejscowych śmiga na rowerach. Śmieciary próbują ogarnąć nieubłagane prawa entropii. Jest ciepło, ale nie za gorąco. Z Andrzejem ruszamy na plener. Cisza nawet pachnie węgierską niziną. Jest świetnie. Wkurzają bliki w super-obiektywie. Dlaczego jest ich tak dużo? Nikkor 14-24 uwielbia dodawać jakieś ufoki do zdjęcia.
Wracamy głodni.
Strona kurortu Hajdúszoboszló.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)




























